Blog > Komentarze do wpisu

Dlaczego nie ostre koło?

Jakieś trzy lata temu poczułem się zmęczony moim góralem, który jak na mieszczucha wydawał się ciężki, niepraktyczny i kosztował zbyt dużo czasu i pieniędzy. Postanowiłem spróbować czegoś nowego lżejszego i bardziej przystosowanego do miejskich warunków. Swoje poszukiwania zacząłem oczywiście od ostrego koła, które cieszyło się renomą roweru stworzonego do śmigania po metropolii.
Najważniejszymi zaletami ostrego roweru były z mojego punktu widzenia:

  1. Niska waga - ostre koło to istota roweru. Czego chcieć więcej poza rowerem bez zbędnego osprzętu? W dodatku lekkie wąskie obręcze, do tego szosowa rama. Przy tym wszystko za psie pieniądze, bo ramy z poziomym hakiem pochodzą albo ze starych szos albo są spawane we własnym zakresie.
  2. Koszty eksploatacji - są bardzo niewielkie. Po pierwsze brak tu osprzętu, który co jakiś czas trzeba regulować i który waży swoje. Po drugie w mieście płaskim jak patelnia typu Warszawa, nie potrzeba miliona przerzutek aby skutecznie sie przemieszczać. W tych warunkach naszą drogą kasetę z górala czy szosy wymieniamy przeważnie, bo zjechała się jedna bądź dwie koronki. Po trzecie zaś części do ostrego koła to przeważnie stalowa zębata, stalowy łańcuch i stalowa koronka. Czyli przedmioty cholernie trwałe i w dodatku tanie.
  3. Niskie opory. Zarówno toczenia jak i powietrza - tego się nie przeskoczy! Właśnie po to wymyślono szosy.
  4. Serwis - ogranicza się faktycznie do centrowania kół, smarowania łańcucha i wymiany któregoś z kilku elementów. Dosyć często niestety tylnej opony.
  5. Niewielka wartość - to w przypadku miejskiego roweru jest zaletą. Jeśli dodatkowo przypniemy ten rower potężnym u-lockiem nie będzie chętnego żeby go ukraść.
  6. Spoistość - podobnie jak w punkcie 5. Brak tu części, które ktoś może potrzebować.
  7.  Lans - jest to niezaprzeczalna jego forma. Wystarczy przyjrzeć się trochę ostrym kolarzom. Chodzi o to, że na ostro jeżdzą ludzie nietuzinkowi. Może nie ubierają się zbyt praktycznie ale za to stylowo i większość wygląda jakby spędzała nad swoim wyglądem długie godziny.
Jednak ostry rower posiadał z mojej perspektywy również sporo wad jak:
  1. Sezonowość - to niestety główny problem tego sprzętu. Zimą znacznie traci on na użyteczności. Nie mówię o zimach typowych dla ostatnich dwóch sezonów kiedy przeważnie padało a nie sypało. Żadna szosa nie nadaje się do jazdy podczas prawdziwej zimy. Gdy śnieży na powierzchni asfaltu znajduje się warstewka śniegu albo nawet całkiem spora ilosć tzw. pluchy. Tu po raz pierwszy wąskie opony okazują sie niepraktyczne. W takich warunkach słabo przemieszcza się nawet góralem, w którym lód zapycha kasetę i nie da się zmieniać biegów. Nie wspominając o tym, że od mrozu linki się skracają i przerzutki ogólnie odmawiają współpracy. Do tego dochodzą warunki typowe dla zimy jak gołoledź, stosy śniegu przy krawężnikach, nieposypane śliskie chodniki. Nie chce mi się wierzyć, że w takich warunkach da się jeździć szosą. Inna sprawa, że podczas mrozu ilość ostrych kolarzy maleje prawie do zera. Kurierzy, których się wtedy widuje jeżdżą przeważnie na góralach. Co to za środek transportu, którym można jeździć tylko gdy świeci słońce?
  2. Tylko gdy świeci słońce - nie jest to do końca prawda. W końcu jest masa ludzi, którzy ubierają swoją szosę w błotniki. Wtedy jednak moim zdaniem gubi się całe piękno nagiego ostrego koła. Jeśli masz błotniki, które wyglądają jak doklejone a w dodatku nie zasłaniają koła najlepiej jak się da (właściwie nie ma takich, które robiłyby to idealnie), to jaki ich sens? Są jednak tacy, którzy jeżdzą w deszczu mimo, że spod kół chlapie. No super tylko gdy robi się to w lecie może jest to i fajne, ale przy ujemnej temperaturze kiedy cały jesteś przesiąknięty do gaci posolonym błotem, już raczej nie.
  3. Wąskie koła. W Paryżu, Berlinie czy Wiedniu faktycznie wąskie kółka to piękna sprawa. Niskie opory toczenia i właściwie żadnych wad. W przypadku Wawy gdzie każde tory tramwajowe i wszystkie krawężniki to nielada przeprawa już tak różowo nie jest. Do tego dochodzą dziury, studzienki i inne bajery.
  4. Niskie przełożenie. Nie jeździłem na ostrym kole to fakt, ale obserwując tych którzy owszem, doszedłem do wniosku że przełożenie w takim rowerze nie może być za twarde. Koniec końców nie można przemieszczać się zbyt szybko rowerem, który nie ma hamulców. Wbrew temu co czyta się na forach, przynajmniej wg. moich obserwacji, szybkość nie jest domeną ostrych kolarzy. Pewnie, że gdy ktoś czyta ruch miejski jakoś sobie poradzi a sytuacje awaryjne bywają wtedy rzadko. Na koniec pozostaje też hamulec awaryjny, jeśli oczywiście takowy się zamontowało. Jednak większość widywanych przeze mnie ostrych rowerzystów nie sprawia wrażenia jakby prędkość stanowiła dla nich priorytet. Trudno się dziwić, przecież ostre koło od swojego zarania to maszyna do kurierki, a jego wynalazcom zależało raczej na regularności i dziennym dystansie.
  5. Kolana. Nie sprawdzałem, ale dużo się swego czasu czytało o tym, że skid i hamowanie nogami są w dłuższej perspektywnie niezdrowe dla kolan. Może to temat dla pogromców mitów?
Krótko mówiąc ostre koło nie przedstawiało sobą tyle zalet ile powinno żeby mnie do siebie przekonać. Wtedy też zobaczyłem kuriera jeżdżącego czymś co z daleka przypominało górala a było opartą na nim bardzo przemyślaną konstrukcją. Był to rower, który z mojej perspektywy posiadał większość zalet ostrego koła nie mając jednocześnie prawie żadnych jego wad. Był to singlespeed oparty na aluminiowej ramie górala z pionowym hakiem, który skompensowano domowej roboty napinaczem łańcucha. Piasta była pod kasetę (nie torowa i nie wolnobiegowa) z założonymi dystansami dla pojedynczej koronki. Z przodu podobnie jedna zębatka. Hamulcem była tarcza zamontowana z tyłu. Błotniki stanowiły wielopunktowe plastiki. Stałem tak obok urzeczony i nie mogąc się nadziwić. O ile przy ostrym kole można stać i podziwiać jego urodę, o tyle tutaj wspaniała była praktyczność tego sprzętu. Widać, że nasze rowerowe potrzeby były bardzo podobne oraz, że ktoś spędził kilka godzin planując jak wyjść im na przeciw. Koniec końców zmontowałem coś bardzo podobnego tylko dobrałem części bardziej pod siebie, ale to już materiał na kolejny wpis.
sobota, 11 października 2008, rollo-t0masi

Polecane wpisy

  • PO i rower

    Bywają takie dni jak dzisiaj, że wychodzę z domu w prawdziwie jesiennie wietrzną pogodę, taką jaka to tylko chyba w tym klimacie o tej porze roku się zdarza, ce

  • Rower w wielkim mieście

    Kiedyś zdawało mi się, że infrastruktura rowerowa w Warszawie stanie się potrzebna dopiero wtedy gdy więcej ludzi zacznie używać roweru jako codzienniego środka

  • Zimowy rower w solance

    Jeżdżąc zimą rowerem po Warszawie nie sposób nie odnieść wrażenia, że o ile władze stolicy zdają się na codzień o rowerzystach często nie pamiętać, to w okresie

Komentarze
2008/10/11 02:35:11
Czyżby lektura "Polityki"?
-
2008/10/11 18:22:59
Lektura Polityki przypomniała mi trochę o ostrym kole jako o temacie. O samym artykule z tygodnika napisze pewnie jeszcze inny wpis.
-
2009/07/04 12:42:18
W sumie może i miło by było zlepić sobie rower z części... Jakby wyższa szkoła jazdy jednak :)
-
2011/03/28 17:05:24
... a dlaczego nie ostre koło na "góralu" do jazdy zimą? ... i to prawdziwą zimą ! Jeżdżę na ostrym kole każdą zimę, ale rozmiar kół to 26 a nawet 24 cale w zależności od trudności i warunków. Trakcja jest non-stop jak w ABS. Polecam i pozdrawiam ;)