Blog > Komentarze do wpisu

Komu służy piractwo

Cała używająca p2p Polska żyje w ostatnich dniach newsem o zamknięciu napisy.info czyli największej i po zniknięciu napisy.org zapewne najlepszej polskiej witryny z napisami do filmów. Na pierwszy rzut oka jest to kolejny mocny cios dla wszystkich ściągających filmy internautów, czyli zapewne dla większości polskich użytkowników internetu. I nieistotny jest tutaj fakt, że witrynę zamknął sam jej właściciel. Tajemnicza niewidoczna pętla organizacji zwalczających piractwo zmniejsza się i zaciska coraz mocniej, zdawałoby się działając na szkodę wszystkim zwolennikom wymiany plików. Czy aby na pewno? Czy może ludzie dzielący się plikami robią koło pióra nam wszystkich czyli szeroko pojętym konsumentom?

 

Zarówno piraci jak i osoby ściągające mają swoje racje i argumenty, niektóre bardziej inne mniej słuszne. Popularny na przykład jest pogląd, że kupowanie płyt muzycznych wcale nie powiększa zarobków artystów a jedynie ich wydawców. Dlatego też słuszne ma być ściąganie mp3 z netu i jednoczesne chodzenie na koncerty... Generalnie z opinii ściągających można wysnuć wnioski, że tak na prawdę przyświeca im wiele wzniosłych ideii i celów w tym rozpowszechnianie wiedzy, czy światowego dziedzictwa jakimi są sztuki filmowa i muzyczna. Używanie zaś spiraconego oprogramowania ma prowadzić do rozwoju intelektualnego użytkujących. Organizacje hackerskie często przypisują sobie też ideologię lewicową lub anarchistyczną. Wszystko pięknie wygląda i przyjemnie się czyta - w końcu jakiś plasterek na sumienie każdy dla siebie znajdzie.

Z punktu widzenia wydawców, twórców czy producentów każdy typ piractwa jest inny. Ściganiem też różnych jego rodzajów zajmują się wyspecjalizowane organizacje. Filmów broni np MPPDA, muzyki RIAA, software'u natomiast BSA. Wszystkie te agencje w jakiś sposób wpływają na decydentów w konkretnych krajach. Stosunkowo niedawno słychać było na przykład o kursach prowadzonych przez MPPDA dla polskiej policji. Wydaje się jednak że wszystkie powyższe organizacje cechuje wspólny punkt patrzenia na piractwo jako na nurt szkodliwy, z gruntu zły żeby nie powiedzieć grzeszny. Coś w rodzaju rozpowszechnionego przestępstwa XXI wieku.

Osobiście widzę piractwo jako swoiste obejście dla zbyt drogiego oprogramowania, filmów na DVD czy muzyki na CD. Pewnie nie jestem w tej opinii osamotniony. Co rusz słychać zdania, że przecież "rasowi ssacze" nigdy ściągniętego dobra by nie kupili. W końcu kogo stać na zakup dziesiątków GB muzyki czy setek GB filmów? To troche jak z podatkami, które od pewnego pułapu im wyższe zaczynają przynosić coraz mniejsze wplywy, bo po prostu nie są płacone. W zależności od praworządności danego społeczeństwa ten pułap jest różny, ale sytuacja ta jest uniwersalna pewnie dla każdego kraju.

Oczywiste wydaje się, wbrew temu co twierdzą "internetowi pseudoetycy", że z powodu piractwa twórcy muzyczni filmowi i programiści tracą sporo pieniędzy. Z pewnością też jednak nie tyle ile szacują sami wydawcy. Zapewne gdyby piractwo nie istniało przeciętni obywatele musieliby na muzyke czy film wydawać większą część domowego budżetu. Więcej więc trafiałoby pieniędzy do twórców... Krótko mówiąc piractwo w jakimś stopniu promuje miernotę, bo przecież gdyby studia nagraniowe miały więcej pieniędzy byłyby zdolne nagrywać więcej muzyki, studia filmowe więcej filmów a firmy programistyczne pisać więcej programów. Co więcej, można powiedzieć że piractwo hamuje rozwój ogólnie (o czym pisałem tu). Chociażby dlaczego nie spopularyzowała się jeszcze elektroniczna książka? Koniec końców hackerzy i ściągacze prowadzą swoją działalnością do zmniejszenia rynku.

Nie dajmy się jednak zwariować gdyby problem piractwa nie istniał firmy nagraniowe mogłyby ustalać warunki jakie byłyby im wygodne. Ceny za bilety do kin pewnie poszybowałyby w górę. Zaś oprogramowanie? Paradoksalnie pewnie w pierwszym momencie bardzo spopularyzowałoby się wolne oprogramowanie o czym można przeczytać w artykule "Windows jest darmowy". Prawdopodobnie spopularyzowałaby się też elektroniczna książka, która obecnie stanowi margines. Można jednak patrzeć na pewną ilość piractwa jako na zawór bezpieczeństwa. Gdyby hackerstwo zostało nagle unicestwione wydawcy muzyczni bez oporów zaśpiewaliby za płyty CD cenę np w okolicach 100PLN. Osobiście musiałbym wówczas ograniczyć ilość sluchanej przeze mnie nowej muzyki do tej puszczanej w radiu. W przypadku filmów, gdyby ceny za wypożyczenie wzrosły, zapewne musiałbym odkurzyć antenę telewizyjną. Kto wie może podskoczyłaby też cena kablówki czy abonamentu telewizyjnego.

Coś co boli w całym konflikcie wydawcy vs hackerzy to klapki na oczach tych pierwszych. Trzymają w ręku coraz grubszy kij, bo przecież niedługo zamkną rapidshare i im podobne. Dodatkowo od dawna monitorują ruch w sieciach p2p i czort wie kiedy uderzą (w dodatku nie wiadomo w kogo). Przy tym raz na jakiś czas albo czyta się o zamknięciu któregoś z portali z napisami albo zarekwirowaniu dysków z danymi studentów w jakimś akademiku. Marchewki zaś nie kwapią sie pokazać. Wydaje im się, że zastraszając zmuszą miliony użytkowników p2p czy rapidshare'a do odwrotu jednocześnie nie pokazując żadnej alternatywy.

Osobiście byłbym gotów choćby od zaraz płacić za ściąganie filmów, muzyki czy książek z netu gdyby forma płatności była przystępna a ceny nie wywindowane. Dla przykładu gdyby możliwe było ściąganie filmów dodawanych do gazet i im podobnych za zbliżoną (byćmoże troche niższą) cenę. Oczywiście za nowszy film gotów byłbym zapłacić więcej. Czy może gdyby mp3.pl i jemu podobne sklepy proponowały muzykę której słucham przy łatwej formie płatności. Z pewnością nie kupowałbym przy tym oprogramowania i z dziką radością obserwowałbym jak Adobe i Corel muszą obniżać wywindowane ceny Photoshopa i Drawa albo jak powoli znikają ze słownika przeciętnego internauty zastępowane przez gimpa. W wyobraźni widzę też jak ściągam wszystkie potrzebne mi podręczniki oraz najnowsze powieści i ładuję je na mój e-inkowy czytnik.

Jednak doskonale wiem, że rzeczywistość znajdzie jak zwykle najgorsze z możliwych rozwiązań, w efekcie czego żadna ze stron nie będzie zadowolona. Pozostaje więc stać z boku i obserwować. Tylko czy aby na pewno z boku?

czwartek, 23 października 2008, rollo-t0masi

Komentarze
2008/10/24 15:01:53
Myślę, że należy jednak rozróżnić trzy rodzaje piractwa ze względu na przedmiot kopiowania i charakter rozpowszechniania.

1) Piractwo komputerowe - o nim nie będę pisał, bo nie jestem specjalistą, poza tym uważam, że w sieci można znaleźć dużo darmowych zamienników, wystarczających do domowego użytku.

2) Piractwo filmowe - tu sprawa jest bardziej skomplikowana, bo o prawdziwym piractwie możemy mówić tylko do momentu, kiedy film nie pojawi się w rozpowszechnianiu otwartym - czyli w TV i na DVD. Któż bowiem zabroni mi nagrać film
z telewizji mając np dekoder z HDD? A jeśli nie posiadam takowego - moglem przecież nagrać u znajomych. Poza tym ZAWSZE zostaje tzw: "prawo do kopiowania na użytek własny". ten aspekt nie został tutaj poruszony.

3) Piractwo muzyczne - tutaj akurat wątpliwości jest najwięcej - bo przede wszystkim CO jest przedmiotem procederu - płyta, muzyka?

Tak - ale po pierwsze okrojona - bo żadne mp3 NIE JEST 100% odwzorowaniem płyty (co innego płyty kopiowane 1 do 1 przez bazarowych handlarzy), spróbujcie z sieci ściągnąć sobie koncert lub suitę w mp3 i potem zgrać to na płytę, żeby nie słychać było przerw. Sporo pracy trzeba w to włożyć. Okrojona również dlatego, ze tracimy szatę graficzną płyty - zdjęcia, teksty, informacje.... Tak wiec z sieci - w najlepszym razie otrzymamy jedynie SUBSTYTUT (lepszy lub gorszy) oryginalnego wydawnictwa.
Mówienie zatem o KOPII w tym przypadku jest nadużyciem

Poza tym znów - mamy tu do czynienia z prawe do kopiowania na użytek własny i niech mi ktoś teraz powie dlaczego mogę pójść do kolegi i skopiować sobie u niego płytę, a jeśli połączę się z nim on-line i ściągnę, to jestem piratem?

Trzecia sprawa to powód kopiowania. Ciągle mówi się o cenach płyt, a dlaczego nikt nie wspomina o polityce wydawniczej, która sama pcha ludzi do ściągania? Nikt nie wspomina o tych, którzy ściągają nie dlatego, że im się nie chce kupić, tylko dlatego, ze nie mają GDZIE kupić, bo pewnych płyt próżno szukać w naszych sklepach?

A co ma zrobić człowiek, który ma już wszystkie płyty danego wykonawcy, a tu nagle okazuje się, że wychodzi składanka z dodanymi, dwoma nowymi utworami? Ma iść do sklepu i zapłacić za 15 utworów, które już ma, żeby dostać dwa nowe?

Nie wspomina się również o promocyjnej roli sieci wymiany plików. Czy ktokolwiek w Polsce miałby szansę poznać lokalny zespół z Teksasu, gdyby szukał go w polskim sklepie? czy Francuz miałby okazję posłuchać zespołu z Estonii - o ile nie trafiłby on do jakiejś dużej wytwórni? Ile karier zaczęło się od YouTube?

Moje ulubione zdanie brzmi: spytajcie jakiegoś wykonawcę, czy woli legalny nakład 1000 swoich płyt, czy 50.000 kopii rozesłanych po świecie nielegalnie? Spytajcie i sprawdźcie czy mu głos przy odpowiedzi nie zadrży....
-
2008/10/24 18:48:24
Mała korekta: nie MPPDA tylko MPAA (w kontekście policjanta ds. piractwa filmowego)

I komentarz do paragrafu 5 (zaczynajacego się od "Oczywiste wydaje się..."). Jak dla mnie, straty twórców z tytułu piractwa wcale nie sa takie oczywiste. Powątpiewam też w prwadziwość stwierdzeń, że "piractwo promuje miernotę" albo że "piractwo hamuje rozwój ogólnie". Te wszystkie stwierdzenia oparte są na abstrakcyjnych założeniach -- jak dotąd brak rzetelnych badań na temat skali piractwa i jego (potencjalnych) efektów. Warto dodać przy tym, że to lobby muzyczno-softwarowo-filmowe jest w dużej części odpowiedzialne za brak takich badań nad rozmiarami i efektami piractwa. Towarzystwo z BSA/MPAA/IFPI/etc. jak dotąd skutecznie torpeduje jakiekolwiek niezależne próby oszacowania skali piractwa albo nakreslenia jego skutków. Jedyne badania (przedstwiające piractwo jako kolejną plagę egipską) pochodzą od naszych kochanych lobbystów.
-
2008/10/24 18:57:22
Do amk64:

To że mp3 nie jest 100% odwzorowaniem płyty, nie zmienia faktu, że możemy mieć tu do czynienia z piracwtem. Prawem autorskim chroniony jest sam "niematerialny" utwór (muzyka, obraz, film, program komputerowy itp). Nośnik i jakość kopii nie mają znaczenia.

Co do płyt skopiowanych 1 do 1 przez bazarowych handlarzy to one nie dość że są pirackie (łamiące prawa autorskie) to na dodatek są jeszcze podróbkami (naruszają znaki towarowe).
-
2008/10/24 19:29:25
Generalnie zgadzam się, ale myślę, że sprytny prawnik mógłby udowodnić, że ponieważ mp3 nie przenosi całości zapisu audio - mamy do czynienia jedynie z kopiowaniem fragmentu utworu. Trochę karkołomne, ale jednak. Aczkolwiek ten fragment wątku traktuję wyłącznie w kategoriach "dyskusji akademickiej".

A co do bazarowych handlarzy - to to jest właśnie piractwo pełną gębą, a nie przysłowiowy Kowalski, który ściągnie sobie piosenkę z sieci.

Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną rzecz - kiedyś już przepowiadano upadek fonografii, po pojawieniu się kaset magnetofonowych i co ? Jakoś płyty się obroniły, potem przeżyły także inwazję walkmanów. Choć piraci kasety sprzedawali równie masowo jak dziś płyty.
-
2008/10/25 10:47:53
A mnie ciekawi czym różni się muzyka z płyty od filmu... dlaczego mogę iść do wypożyczalni aby obejrzeć film, a nie mogę w ten sposób poznać nowej płyty artysty XYZ? W swojej kolekcji mam 99% oryginalnych nagrań, ale spora ich część została zakupiona po wielokrotnym przesłuchaniu "pirata". I dla mnie to "piractwo" to sposób na odsiewanie utworów kiepskich od dobrych. I w tym małym kontekście piractwo stało się narzędziem weryfikacji i oceny. Jestem gotów płacić, ale chcę wiedzieć za co....
-
2008/10/26 16:02:10
amk64:
ad1 - Pomimo tych zamiennikow piractwo kwitnie. O tym jest wspomniany artykuł windows jest darmowy. Inna sprawa, że poniekąd jak przy mp3 piractwo jest na ręke autorom bo np gdyby za Adobe Photoshop kazdy jego użytkownik musiał zapłacic oficjalnącenę jego popularnosc bardzo by spadła. Samo Adobe wystarczająco zarabia na rynku profesjonalnym.
ad2 - Ok, kazdy moze nagrać dany film np z Polsatu i jest to legalne. Sciaganie takiego filmu tez karalne nie jest. Podobnie jakiegokolwiek wg polskiego prawa! Karalne jest jego udostepnianie... Jednak sciągając z p2p musisz udostepniać i tu pojawia się problem... Policja zarekwiruje Twój dysk tylko gdy posiada logi na to, że dzieliłeś się publicznie danymi opatrzonymi prawami autorskimi. Przeczytać o tym można tu i tu.
ad3 - skomentowal lagaffe

Co do polityki wydawniczej to faktycznie jest do niczego i nawet można powiedzieć, że jest propiracka. Z resztą o tym przecież jest wiekszość komentowanego wpisu. Przykłady można mnożyc - nie tylko nie ma możliwosci oficjalnego zdobycia bonusowych tracków. Czemu np niektore typy muzyki sa drozsze od innych? Przykłady tu i tu.

lagaffe:
MPAA dawniej MPPDA - co za róznica? Wiadomo o kogo chodzi.

Co do stwierdzeń: "piractwo promuje miernotę" oraz "piractwo hamuje rozwój ogólnie" zgadzam sie, że jest to dyskutowalne, ale to w koncu tylko moja opinia - z resztą rozwijam moją myśl i argumentuję w komentowanym tekście oraz w tym. Poza tym gdyby piractwo nie generowało strat to w jakim celu wydawcy zrzeszaliby się w organizacje typu MPAA i łożyli niemałe sumy na walkę z nim oraz lobbing swoich poglądów?

Jesli chodzi o "rzetelne badania na temat piractwa" to faktycznie takich nie ma, choć temat bardzo ciekawy. Jedyne co jest dostępne to zawyżone/wyssane z palca straty przemysłu. Jednak sformułowanie, że powodem jest lobbing agencji antypirackich jest tez kontrowersyjne i w moim odczuciu trąci troche teorią spiskową. To, iż przedstawiają piractwo jako "plagę egipską" jest im z pewnością na rękę, ale też nie ma czemu się dziwić. W końcu za to im płacą.

To troche tak jakby powiedzieć, że nie ma "rzetelnych badań" potwierdzających działanie reklam, a te które istnieją są wytwarzane przez lobby agencji reklamowych. Skoro tak to czym jak nie realnymi wyliczeniami zysku kierują się płacące za reklamę firmy? Czym zaś innym jak nachalną reklamą jest słynny antypiracki spot puszczany w kinach, albo antypiracka propaganda na filmach dvd?
-
2008/11/02 01:10:08
Witaj, Lemurze Zwany Rollo

Jak to komu służy piractwo? Nam służy! I bardzo dobrze.

Ponoć jest takie chińskie przysłowie: "Gdy wieje wiatr zmian, jedni budują schrony, a drudzy wiatraki."

Padło tu już wiele mocnych argumentów, dołożę jeszcze jeden: jak można oglądać filmy / seriale z lektorem? Żal mózg ściska.

Fajny tekst, Lemurze, choć przecinków nie nadużywasz ^^
ściskam, będę częściej wpadać
-
2008/11/02 06:12:30
ludmila_helena:
"Nam służy! I bardzo dobrze" - Jakieś argumenty?

"Gdy wieje wiatr zmian, jedni budują schrony, a drudzy wiatraki." - Zgadzam się, że z pewnością internet bezpowrotnie zmienił rynek, przy tym wydawcy zostali w tyle skupiając się na budowaniu schronów. Wątpię jednak czy to w nasze (szarych użytkowników) wiatraki wieje wspomniany wiatr.

"jak można oglądać filmy / seriale z lektorem? Żal mózg ściska. " - Co ma piernik do wiatraka? (apropos wiatraków). Żeby obejrzeć film bez lektora wystarczy wykupić abonament dowolnej platformy cyfrowej. Podobnie sprawa się ma z filmami i serialami dodawanymi za 5 złotych do czasopism. Jak ktoś bardzo potrzebuje może też zamówić film serial na amazonie. Są różne możliwości. Prawdą jest jednak, że najprościej go ściągnąć!

Nie zrozum mnie źle, nie trafia do mnie argumentacja BSA, MPAA itp. też uważam, że rynek jest bzdurnie zorganizowany, a tradycyjni wydawcy nie są w stanie sprostać zmianom które wprowadził internet. Kto przy zdrowych zmysłach będzie czekał aż w cyfrowej telewizji puszczą ten a nie inny odcinek serialu skoro ma możliwość ściągnąć go za darmo teraz? W jakim celu? Żeby działać zgodnie z zasadami? Prawem?

Jednak parafrazując Twoje przysłowie - mam wrażenie, że wiatr przemian bardziej wieje mi w twarz niż w plecy. (szerzej w komentowanym wpisie ;])